Nie zgadzam się na kopiowanie treści i zdjęć w całości i/lub we fragmentach, jak i na komercyjne używanie całości bądź fragmentów strony.

niedziela, 14 marca 2021

Dwie strony tej samej monety


 

Jedziemy razem z M i C na biegówki.  Naszym celem jest las rozciągający się między Czudcem a Wolą Zgłobieńską. To mój nowy wynalazek. Niedawno zastanawiałem się, jak to miejsce sprawdzi się na narty. Gdy parkujemy samochód pod szlabanem, termometr wskazuje jakieś -10 stopni. Jednak kompletnie tego nie czuć. Słoneczny poranek i suche powietrze odpowiadają za taki stan rzeczy.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Lekcja


Po fakcie stwierdzam, że to był dziwny wyjazd. Myślę tak dlatego, że ciężko mi wpasować go w jakiś schemat czy słowną klamrę. Z drugiej strony zawszę z respektem podchodzę do tego, co może mnie spotkać na szlaku ze strony pogody i własnego organizmu. Pogoda, wiadomo, nie jest do końca przewidywalna, a organizm zawsze może spłatać niespodziewanego figla. Zresztą parę razy w życiu zdarzyło mi się opaść z sił zimą w górach i dlatego staram się dbać o kondycję. Ale po raz pierwszy w jakimś sensie zawiódł mnie sprzęt. Po głowie kołaczą się mi jakieś frazy o igłach szronu na moim tygodniowym zaroście, facecje o tym jak najadłem się śniegu podczas paru upadków i jak mnie zaskoczył strumień ciurkający w najlepsze pod śniegiem przy około dziesięciostopniowym mrozie. Jednak na to, co działo się podczas wycieczki i to jak ona wyglądała największy wpływ miała zawodność sprzętu i jego słabe przygotowanie przed wyrypą...

sobota, 6 lutego 2021

Dziura w czasie



 Wracam na autobus. Krok za krokiem, ślizg za ślizgiem, jestem coraz bliżej celu. Czuję przyjemny rytm własnych ruchów. Intensywne słońce sprawia, że pomimo mrozu nie jest mi zimno. Na tę przyjemność całkiem sporo się napracowałem. Chodzi o to, że wracam po własnym śladzie. Założenie go kosztowało mnie wiele wysiłku. Praktycznie cała droga w pierwszą stronę wiodła pod górę, a i konsystencja śniegu nie ułatwiała sprawy. W dodatku niezbyt mądrze najmocniejsze wzniesienia zamiast zakosami atakowałem na wprost. Efektem jest poczucie wypompowania.

Krok ślizg, krok ślizg. Rytm ruchu narciarskiego przenosi mnie 25 lat wstecz. Zima tamtego roku jest dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym. Regularne -25 w dzień i -35 nocą, śnieg łamiący gałęzie drzew w połowie listopada i bite cztery miesiące zimy niemal do końca marca. Te wspomnienia to też flesze obrazów: zamarznięte truchło psa, blade styczniowe słońce oglądane z czwartego piętra naszego mieszkania i wielkie hałdy śniegu w pierwszy dzień wiosny wesoło zalegające na trawnikach i niewyglądające, żeby miały w ogóle stopnieć. Nieodśnieżone chodniki stopniowo pokrywały się warstwą sprasowanego miksu śniegu, soli i piasku. Stopniowo też wygładzane podeszwami przechodniów nabierały razem nieco śliskości. Nie na tyle, żeby marsz po tym był niebezpieczny ale na tyle, żeby zdeterminowany dzieciak mógł przejechać pół metra. Dwa kroki ślizg, jeden dwa ślizg, jeden dwa ślizg - mimo, że rytm jest inny to ten narciarski zlewa mi się z tym dwunastolatka idącego na ósmą do szkoły...

 


 Mam jeszcze na tyle czasu, żeby pozjeżdżać z wypatrzonej wcześniej górki. Samo w sobie takie gnanie w dół na deskach jest przyjemne. pozwala także poćwiczyć trochę elementów technicznych jak hamowanie i zakręcanie. Niestety zakręt telemarkiem nijak nie chce wyjść. O ile przyklęk jestem jeszcze w stanie wykonać, o tyle te cholerne deski nie chcą zmienić kierunku w jakim się poruszam. Walcząc z nimi kilka razy zaliczam glebę i w naszej walce to narty są górą dosłownie i w przenośni. Zupełnie jakby chciały mi pokazać, że to one wiedzą lepiej gdzie powinienem jechać...

Wypinając narty myślę sobie, że zima niesamowicie zmienia oblicze różnych miejsc. Ostatnio, gdy tędy szedłem frustrowałem się na zalegające błoto i perspektywę czyszczenia butów po powrocie. Teraz masy śniegu sprawiają, że momentami okolica wygląda jak antarktyczny płaskowyż, a przejście przez zwykłe pofałdowane pola staje się małym wyzwaniem...

 


Styczeń 2021 r.

niedziela, 24 stycznia 2021

O tempora! O mores!


Zima przyszła i poszła z Rzeszowa. Uderzyła jednak w tak wysokie C, że pozwoliła odrobinę skorzystać ze śnieżnych warunków. Efektem czego były dwa mini wypady na narty i czternastokilometrowa wędrówka popołudniem po skończonej pracy. Zaczęliśmy się też powoli wraz z Mikronem dogadywać na narty w B. Niskim lub Bieszczadach.

Wreszcie gdy ustaliliśmy wypad i miejsce przyszła odwilż. Była ona niemal tak błyskawiczna jak blitzkrieg. Jednak nauczeni doświadczeniem lat ubiegłych nie przejęliśmy się tym. Gdy na nizinach zima wyczyniała różne harce w B. Niskim a tym bardziej w Bieszczadach trzymała się twardo. Dodatkowo w weekend poprzedzający odwilż Mikron był na Magurze Wątkowskiej i zastał tam taką obfitość śniegu, że niemożliwym było wytopienie tych nieprzebranych mas. Dla pewności zdecydowaliśmy się na enklawę zimna w Niskim, a konkretnie ruszyliśmy do Ciechani.

Lekki niepokój towarzyszył nam przez całą drogę do Nowego Żmigrodu. Tu także nie było prawie wcale śladów śniegu. Za miasteczkiem niestety sprawa miała się podobnie. Niepokój wzrastał, ale w zeszłym roku było podobnie. W Ciechani mimo wszystko była zima jak się patrzy. Jednak za Krempną nasze nadzieje na fajną turę zaczęły topnieć jak parę dni wcześniej śnieg w Rzeszowie. W lasach było widać śnieżno-błotny melanż, na polach i łąkach zaś wielkie połacie stojącej wody. To wszystko przypominało jakiś zły sen. Od zwałów białego puchu i  minus dwudziestu stopni do szaro-burych traw i smętnych resztek firnu w lasach w trzy dni? Ręce opadają i nawet nie ma siły, żeby uwiecznić taki stan rzeczy fotografią...


styczeń 2021 r.

niedziela, 10 stycznia 2021

Jak zawsze B. Niski błotnisty i śliski



 Jestem w domu. Niedawno wróciliśmy z Anią z okolic Dukli. Niewielka pętla okazała się dość wymagająca ze względu na warunki. Zwykle dzielimy się z Pimem wrażeniami z odbywanych osobno wypadów i tym razem postępuje podobnie. Piszę krótki mail, który szkicuje przeżycia z kilku ostatnich godzin:

"Gdy wyjeżdżaliśmy z Rzeszowa pogoda była taka jak w Warszawie i tak można ją opisać, jak ty to zrobiłeś. Natomiast, gdy przyjechaliśmy w okolice Lubatowej, to tam niesamowicie wiało. Można powiedzieć, że pogoda była taka, gdy górale piją na umór. Na podejściu na Cergową wiatr..."

niedziela, 3 stycznia 2021

Wielki Las


W Czudcu jestem chwilę przed ósmą. Jest zimno, wilgotno i mgliście. Drogę miejscami pokrywa szron, a miejscami śliska warstwa ściętej wilgoci. Na ulicach jak to w niedziele bladym świtem nie ma prawie nikogo. Gdy przecinam drogę wojewódzką zaczynam piąć się pod górę. Jednocześnie powoli przebija się słońce, które o dziwo nawet lekko grzeje.

sobota, 5 grudnia 2020

Psikus czyli o adekwatności wiersza


Parę ładnych lat temu popełniłem piosenkę jako całość. Znaczy ułożyłem słowa do wymyślonej przez siebie muzyki. Trochę pod wpływem osobistych refleksji, ale i także w porywie twórczym wyszło z tego nieco więcej niż własne doświadczenia. Nie była to pierwsza z moich piosenek. Przez lata zebrało się ich parę. Czasami, gdy wracałem do nich myślami miałem wrażenie, że są one czymś w rodzaju zapisu przeczucia, które z czasem wypełnia się w moim życiu. Dziś już tak nie myślę, bo zbyt często słowa nie korelują z rzeczywistością. Ale jeden z tych tekstów jest swoistą antyklamrą do paru moich przygód...