Nie zgadzam się na kopiowanie treści i zdjęć w całości i/lub we fragmentach, jak i na komercyjne używanie całości bądź fragmentów strony.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Serwisowa przygoda na koniec sezonu narciarskiego


Czekając na warunki by ruszyć na narty, wertowałem strony w sieci. Rozglądałem się za deskami, które miały docelowo zastąpić, wysłużone przeze mnie a wcześniej Pima, Hagany X trace. Koniec końców wybrałem jeden z modeli czeskiego Sportena. Narty miały zostać zaopatrzone w ten sam typ wiązań co stara para. Wreszcie trafiła się promocja na wiązania, a narty znalazłem w rozsądnej cenie u braci Czechów.
Nastąpił czas przyjemnego oczekiwania na przesyłki. Niestety obie rzeczy musiałem kupić w różnych sklepach. Czescy bracia nie mieli potrzebnych mi wiązań, zaś polski sklep miał wiązania ale nie miał potrzebnego modelu nart. Nic to - myślałem. Każdy serwis powinien mi bez problemu zamocować to co trzeba tam gdzie trzeba. :D
Pewnej lutowej soboty spakowałem wiązania do plecaka, a narty do pokrowca i ruszyłem z  żoną do najbliższego, jak mi się zdawało, serwisu. Na miejscu było nieco tłoczno. Gdy się doczekałem na obsługę, dowiedziałem się, że narty mam ładne. Pan jeszcze spytał ile za nie zapłaciłem i oświadczył, że oni nie zmontują zestawu. Polecili jeszcze jakiegoś fachowca, a potem rozstaliśmy się. Zawitałem później do pobliskiego sportowego sklepu jednej z międzynarodowych sieci (skutek był podobny) i ruszyłem do wspomnianego fachury.
Pierwsze zetknięcie nie nastroiło mnie pozytywnie. Pan podobnie jak jego koledzy po fachu zaczął od stwierdzenia, że narty są bardzo ładne. Gdy wyciągnąłem wiązania z plecaka oczekiwałem, że w kulturalny sposób pośle mnie na drzewo. Jednak nie, majster wyznaczył termin na najbliższy wtorek i wręczył mi pokwitowanie. Cena jaką podał także była rozsądna. Ale na koniec nie obyło się bez pytania - ile pan dał za te deski?.. :D
Narty przeszły swój chrzest bojowy w opisanej wyrypie w B. Sądecki. Wszystko z wiązaniami było ok. Jednak foki z racji specyficznego kształtu dziobów chętnie się odklejały.  Trzeba było temu jakoś zaradzić. Zamiast kombinować na własną rękę pomyślałem - pogadam z fachowcem. Szybko doszliśmy do porozumienia. Pan wykazał się wiedzą i doświadczeniem. Z punktu odrzucił kilka prostych, jakby się mogło wydawać, rozwiązań. Wszelkie nacięcia, otwory jego zdaniem osłabiły by konstrukcję dziobu. Stanęło na tym, że wykona coś w rodzaju haka, o który oprze się pierwotny zaczep foki. Dlaczego tak? Ano, ów zaczep wchodząc płytko na dziób był wrażliwy na każde trącenie przez drugą nartę. Po prostu podczas takiej sytuacji zeskakiwał z dziobu. Zwiększanie napięcia foki nie pomagało, a nawet szkodziło. Wtedy z racji sporej komory odbiciowej klej nie dawał rady i foka odchodziła w środkowej części narty. Jak wygląda przeróbka? Sami oceńcie...




Ja widzę w niej potencjał. Niestety sprawdzę go dopiero w przyszłym sezonie. Ale już teraz stwierdzam, że dobry serwisant to skarb. Mój ma sporą wiedzę i liczy sobie nieprzesadnie dużo. Na koniec sezonu prócz przerobienia dziobów w Sportenach wykonał mi uzupełnianie ślizgów w Haganach i pokrycie grubą warstwą smaru obu par nart. Koszt całości nie zrujnował mojego portfela. Ba, powiedziałbym nawet, że był  mały. A narty,gdy je kładłem spać na lato w piwnicy, wydawały się jakby uśmiechnięte...

2 komentarze:

  1. Barsusie! Patent wygląda dobrze i zobaczymy w następnym sezonie jak sprawdza się w warunkach "bojowych". Wartość dodana tej przygody jest taka, że stałeś się posiadaczem jedynych w swoim rodzaju "customizowanych" Sportenów Expedition. ;-)
    A jak pisałeś na NGT X-trace, ślizg mają naprawiony pałeczkami kofixowymi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, moje sportteny są obecnie i jedyne w swoim rodzaju. będę zadawał szyku na szlaku.
      ale prawdziwą wartością dodaną jest jednak to, że znalazłem doskonałego serwisanta. co świetnie prognozuje na przyszłość..

      Usuń