Nie zgadzam się na kopiowanie treści i zdjęć w całości i/lub we fragmentach, jak i na komercyjne używanie całości bądź fragmentów strony.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2021

Lekcja


Po fakcie stwierdzam, że to był dziwny wyjazd. Myślę tak dlatego, że ciężko mi wpasować go w jakiś schemat czy słowną klamrę. Z drugiej strony zawszę z respektem podchodzę do tego, co może mnie spotkać na szlaku ze strony pogody i własnego organizmu. Pogoda, wiadomo, nie jest do końca przewidywalna, a organizm zawsze może spłatać niespodziewanego figla. Zresztą parę razy w życiu zdarzyło mi się opaść z sił zimą w górach i dlatego staram się dbać o kondycję. Ale po raz pierwszy w jakimś sensie zawiódł mnie sprzęt. Po głowie kołaczą się mi jakieś frazy o igłach szronu na moim tygodniowym zaroście, facecje o tym jak najadłem się śniegu podczas paru upadków i jak mnie zaskoczył strumień ciurkający w najlepsze pod śniegiem przy około dziesięciostopniowym mrozie. Jednak na to, co działo się podczas wycieczki i to jak ona wyglądała największy wpływ miała zawodność sprzętu i jego słabe przygotowanie przed wyrypą...

niedziela, 24 stycznia 2021

O tempora! O mores!


Zima przyszła i poszła z Rzeszowa. Uderzyła jednak w tak wysokie C, że pozwoliła odrobinę skorzystać ze śnieżnych warunków. Efektem czego były dwa mini wypady na narty i czternastokilometrowa wędrówka popołudniem po skończonej pracy. Zaczęliśmy się też powoli wraz z Mikronem dogadywać na narty w B. Niskim lub Bieszczadach.

Wreszcie gdy ustaliliśmy wypad i miejsce przyszła odwilż. Była ona niemal tak błyskawiczna jak blitzkrieg. Jednak nauczeni doświadczeniem lat ubiegłych nie przejęliśmy się tym. Gdy na nizinach zima wyczyniała różne harce w B. Niskim a tym bardziej w Bieszczadach trzymała się twardo. Dodatkowo w weekend poprzedzający odwilż Mikron był na Magurze Wątkowskiej i zastał tam taką obfitość śniegu, że niemożliwym było wytopienie tych nieprzebranych mas. Dla pewności zdecydowaliśmy się na enklawę zimna w Niskim, a konkretnie ruszyliśmy do Ciechani.

Lekki niepokój towarzyszył nam przez całą drogę do Nowego Żmigrodu. Tu także nie było prawie wcale śladów śniegu. Za miasteczkiem niestety sprawa miała się podobnie. Niepokój wzrastał, ale w zeszłym roku było podobnie. W Ciechani mimo wszystko była zima jak się patrzy. Jednak za Krempną nasze nadzieje na fajną turę zaczęły topnieć jak parę dni wcześniej śnieg w Rzeszowie. W lasach było widać śnieżno-błotny melanż, na polach i łąkach zaś wielkie połacie stojącej wody. To wszystko przypominało jakiś zły sen. Od zwałów białego puchu i  minus dwudziestu stopni do szaro-burych traw i smętnych resztek firnu w lasach w trzy dni? Ręce opadają i nawet nie ma siły, żeby uwiecznić taki stan rzeczy fotografią...


styczeń 2021 r.

niedziela, 10 stycznia 2021

Jak zawsze B. Niski błotnisty i śliski



 Jestem w domu. Niedawno wróciliśmy z Anią z okolic Dukli. Niewielka pętla okazała się dość wymagająca ze względu na warunki. Zwykle dzielimy się z Pimem wrażeniami z odbywanych osobno wypadów i tym razem postępuje podobnie. Piszę krótki mail, który szkicuje przeżycia z kilku ostatnich godzin:

"Gdy wyjeżdżaliśmy z Rzeszowa pogoda była taka jak w Warszawie i tak można ją opisać, jak ty to zrobiłeś. Natomiast, gdy przyjechaliśmy w okolice Lubatowej, to tam niesamowicie wiało. Można powiedzieć, że pogoda była taka, gdy górale piją na umór. Na podejściu na Cergową wiatr..."

czwartek, 27 lutego 2020

Gwiazdy, gwiazdki, gwiazdeczki

Schronisko na Leskowcu - przykład schroniska w ogóle

Zeszliśmy z gór. Siedzimy  w knajpce, znanej nam z poprzednich pobytów w Piwnicznej. Mimo, że jedliśmy po liofilu w trasie, to nasze organizmy domagają się płynów i jedzenia. Pim zamówił coś na bogato, a ja jak stary sknera talerz rosołu i kawę late. W lokalu jest ruch i obsługa uwija się jak w ukropie. Mają oni ręce pełne roboty nie tylko przez licznych gości, ale i przez szczupłą obsadę kelnerów. Gdy decyduję się na kolejną kawę i ciastko do niej, zaczepiony pan z obsługi szybko stawia przede mną słodką przekąskę, jednak o kawie zapomina. Gdy po chwili zaczepiam go ponownie i przypominam grzecznie o napoju ten zawstydzony przeprasza po czym rzuca się do realizacji zamówienia. Za moment kawa stoi na moim stoliku. Kelner ponownie mnie przeprasza. Zapewniam go o tym, że nie ma problemu i grzecznie dziękuję. Nie mam do niego najmniejszych pretensji. Facet na prawdę ma pełne ręce pracy, a biega jakby paliła mu się podłoga pod stopami. Każdy mógłby zapomnieć w takiej sytuacji. Ale to wydarzenie sprawia, że mimochodem moje myśli wracają do sytuacji z wczorajszego wieczora...

Siedzimy już w schronisku pod Przechybą. Nie chcemy nic konkretnego do jedzenia. Zadowalamy się Coca Colą i lodami. Gdy Michał łapie pierwszy oddech idzie załatwić sprawy meldunkowe. Ja nadal siedzę w jadalni. Pilnując bagaży wpadam w lekko apatyczny stan bezmyślnego wyłapywania urywków rozmów otaczających mnie ludzi. Nagle dociera do mnie coś w tym guście:
- Wyobraź sobie, że bufet jest czynny tylko do osiemnastej!
- Jak to? Przecież oni będą dopiero o dwudziestej i będą chcieli zjeść coś na ciepło.
- Nie wiem! Ale to schronisko nie dostanie ode mnie gwiazdek Google...
Gdy opowiadam to Pimowi dochodzimy do wniosku, że ktoś z obsługi pewno wpadnie w "czarną rozpacz". Zastanawiamy się także, czy mają może menadżera do spraw mediów społecznościowych? Jeśli tak to zapewne jegomość ma do dyspozycji jakąś starą kanciapę w piwnicach budynku, wygląda jak archetyp informatyka z lat dziewięćdziesiątych i siedzi tam wpatrzony w monitor 24 h na dobę 7 dni w tygodniu. A jego ulubionym hobby jest sprawdzanie ilości gwiazdek Google. Gdy wynik spada poniżej pięciu dostaje stanów przedzawałowych.
Po chwili stwierdzam jednak, że to znak czasów i coraz częściej będziemy mieli do czynienia z takimi postawami. Co więcej coraz częściej gwiazdki będą miały znaczenie przy wyborze rozrywek, lokali lub miejsc noclegowych. Młodzi będący za pan brat z mediami społecznościowymi będą te opinie traktować jak prawdy objawione. Gwiazdki wreszcie zdehumanizują to co w środku stworzyli ludzie. Nikt nie pomyśli, że przecież obsługa schroniska też potrzebuje odpocząć. Że ci ludzie by zapewnić sprawne funkcjonowanie obiektu często wstają bladym świtem. Od nich będzie się tylko wymagać. Goście widzą tylko, że jest ciepło, że nie ma ciepłej wody, że sala jadalni służy do głośnych posiadów do białego rana. Nikt nie pomyśli, że trochę jak w teatrze, większość pracy jest skryta za tylną ścianą sceny. Oni widzą tylko mniej lub bardziej zadowalający efekt na scenie. Może to jest właśnie problem? Cała praca schroniskowych aktorów jest bardziej rolą statystów. Oni przemykają się w ciszy do swoich obowiązków między gośćmi obiektu. Kuchnia i podawanie posiłków mają osłonę ścian przed wścibskim wzrokiem gości. Jednak to także sprawia, że nie widać ogromu ich ciężkiej pracy, a nie zawsze można trafić na kogoś z wyobraźnią. Czasem trafi się ktoś z postawą: klient płaci, klient wymaga...

Pim objedzony po kokardę prosi o rachunek. Regulujemy płatność i zaczynamy zbierać sprzęt. W głośnikach słyszę kolejną piosenkę Queen. Bardzo mi to odpowiada. Lubię Queen. Jest mi dobrze, jedzenie i napoje były jak nagroda po dobrze wykonanej pracy. Przypomina mi się nasz ostatni pobyt w tej knajpce i, że w tv były skoki narciarskie, a zawodnicy mieli na kombinezonach znaczki LA Sportiva. Tym razem skoków nie było. Czuję się nieco "zdegustowany". Cóż chyba nie dostaną ode mnie gwiazdki w Google. Ale nie za brak skoków. Ja po prostu nigdy nie dałem nikomu gwiazdki w Google. Jestem skamieliną minionych czasów i wolę napisać pięć tysięcy słów by wrzucić je na bloga licząc przy tym, że kto przeczyta ten wyciągnie własne wnioski.

ps
Zdjęcie z archiwum własnego przedstawia Leskowiec. Niestety nie posiadam dobrej fotografii Przechyby, a jakieś zdjęcie wypadało zamieścić. Ponad to opisana sytuacja mogła się wydarzyć równie dobrze na Leskowcu czy na Bartnem.

piątek, 14 lutego 2020

Po kondycję z szafą w Sądecki


Czytając relacje w sieci z różnych przedsięwzięć odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na porażkę. Nawet jeśli cel nie zostanie osiągnięty autorzy często przekonują, że bogate doświadczenia i okoliczności przyrody z nawiązką wynagradzają brak sukcesu. Po czym "odgrażają" się, że oni tam jeszcze wrócą i wtedy zobaczymy. Zatem jak w takim kontekście ocenić naszą ostatnią turę? Z trzech dni wyszły dwa, zamiast biwaku w śniegu przespaliśmy się w ciepłym schronisku, a zakładana trasa z tą faktyczną miała tylko kilka punktów stycznych...

sobota, 18 stycznia 2020

Jeśli gdzieś w ogóle szukać śniegu, to na południu!


Rano o piątej w Rzeszowie pada deszcz. Świat wygląda raczej wiosennie. A ja kompletnie nie harmonizuję z otoczeniem idąc z nartami w garści na pociąg do Jasła. W Jaśle wszystko wygląda podobnie. Także cała droga do Krempnej nie napawa optymizmem. Dopiero za zalewem śniegu przybywa i zaczyna on przykrywać trawki, konary i koleiny dróg...

niedziela, 27 października 2019

Jesień w Beskidach Zachodnich

fot. Pim

Idę uśpionymi uliczkami starówki. W wilgotnych powierzchniach chodników odbijają się światła latarni. Jest chwilę przed szóstą. Nie mijam prawie nikogo. o tym, że ludzie są i żyją za murami kamienic informują mnie tylko zapachy docierające z kuchennych części ich domostw. Na rogu Kościuszki i Grunwaldzkiej uderza mnie woń smażonej cebuli. Myślę sobie, że to fajne aby wpleść w relację z wyjazdu. No tak, znowu ruszam w góry. Dźwigając plecak niespiesznie podążam na autobus do Krakowa. Tam jestem umówiony z Pimem...

sobota, 10 sierpnia 2019

Z walizą w Bieszczady?


Jakoś tak się działo, że od kilku lat wakacyjny urlop spędzamy jeśli nie nad morzem to przynajmniej nad wodą. Tym razem jednak było inaczej. Z przyczyn różnych morze nie wchodziło w grę, co bardzo smuciło moją żonę. Na horyzoncie rysowały się wakacje w mieście przerywane od czasu do czasu krótkim wypadem na okoliczne łono przyrody. Razu pewnego jednak żona rzuciła luźno, że pojechałaby w Biesy. A mnie jakoś tak klocki organizacyjne same dopasowały się w wyobraźni i z niezobowiązującego pomysłu urodziła się nam konkretna idea...

piątek, 21 czerwca 2019

Góry Czerchowskie


Czasami wystarczy niewiele. Ot krótka wzmianka, względnie podesłany mailem link. Rodzi się chemia. Zawartość jest tak inspirująca, że wszystkie wcześniejsze plany biorą w łeb i zostają odłożone na półkę z napisem później. W tym przypadku na tej półce wylądowały Niżne Tatry, Magura Spiska i Ukraina. Pim po zakończonym sezonie zimowym podrzucił mi na skrzynkę link do bloga z opisem chaty pod górą Cergov. I się zaczęło. Potem sam znalazłem kilka relacji, a i Michał nie zasypiał gruszek w popiele, dokładając kolejne strony na temat pasma na Słowacji... W końcu zdecydowaliśmy, że wiosną ruszamy w Góry Czerchowskie...


sobota, 30 marca 2019

Kolanin zima 2012


Jesteśmy na przełęczy Hałbowskiej, miejscu z którego będziemy startować. Czeka nas tam niespodzianka, bo gdy w mieście śnieg o swojej niedawnej bytności przypomina drobnymi plamkami tam i tu, to w górach panoszy się niczym prawowity władca tej krainy i nie ma to nic wspólnego z nieśmiałym wspomnieniem o nim na nizinach. Pierwsze chwile spędzamy na spulchnianiu i przerzucaniu śniegu z pobocza. W innym wypadku auto mogłoby się zawiesić stojąc tam dłuższy czas i mielibyśmy problem.

środa, 6 marca 2019

Sądecki BC


-Bartek dzwonili dwaj ostatni pacjenci. Nie będzie ich dzisiaj. Możesz wcześniej wyjść...
Puzzle nagle poukładały się lepiej niż można było sobie wymarzyć. Dzięki temu mogę ruszyć dwie godziny wcześniej. Jeszcze tylko trzy i pół godziny w pociągach i o szesnastej wysiadam w Piwnicznej Zdrój. A tam czeka na mnie Pim. pozostaje przypiąć narty do plecaka i można ruszać w góry.

wtorek, 8 stycznia 2019

Czas na narty


W Radiu coraz to nowe doniesienia o opadach śniegu. TOPR przy użyciu śmigła ewakuuje turystów z Doliny Pięciu Stawów Polskich. W Szczyrku ogłoszono stan klęski żywiołowej. Drogi na Podkarpaciu mimo ofiarnej pracy służb drogowych ciągle zawiewa śniegiem. A parę dni wcześniej ciężko było spodziewać się takiego obrotu spraw, przynajmniej w Rzeszowie. Szykując narty w ciepłej piwnicy zaklinałem rzeczywistość i marzyłem przynajmniej o kilku dniach, żeby móc na nich pojeździć. A tu proszę, taka siurpryza...

niedziela, 18 listopada 2018

Busov


Jest sylwester, a może już nowy rok, gdy ktoś rzuca propozycję, aby wyskoczyć w najbliższym czasie w góry. Szybko konstatujemy, że najbliższy weekend jest długi i ma trzy dni. Widać, że propozycja nie trafia w pustkę i pewno coś z tego będzie. Ale teraz nie czas na konkrety, teraz jest czas „zmęczenia”. Zapada postanowienie, że dogadamy sprawę w tygodniu...

niedziela, 21 października 2018

Bivacco II- czyli jak but da


4.30 w piątek. Plecak załadowany do bagażnika autobusu, którym jedzie Pim. Chętnie siadłbym już na wygodnym fotelu, jednak muszę kupić bilet. Tego zaś nie mogę zrobić w autobusie, którym chcę jechać tylko w jednym z pozostałych trzech Neobusów stojących na płycie dworca. Gdyby było to takie łatwe. Tych autobusów jest za dużo. Ale co zrobić? Mają akurat w Rzeszowie punkt zborny. Kolejni kierowcy odsyłają mnie do siebie nawzajem. Zanim wreszcie ustalają, który ma mi sprzedać bilet Pim i mój plecak radośnie odjeżdżają. Na szczęście kolega zadba o mój bagaż, a w tym samym kierunku jedzie jeszcze jeden z autobusów i wszystko kończy się tylko zdziwieniem Pima, że nie wsiadłem...

wtorek, 26 czerwca 2018

Bivacco

fot Pim

Iwonicz, jak to w niedzielne popołudnie wita nas gwarem i atmosferą typową dla uzdrowiska wiosną. Pomiędzy szumem ludzkich głosów od czasu do czasu przebijają się wyraźne pojedyncze zdania:
-Panie Jureczku!
-Jak bolą to przestaną...
-Nie podbijaj do opalonej babki, ona kończy już turnus...
Czuje się nieswojo. Jestem przepocony, a spodnie mam ubłocone aż po cztery litery. Otoczenie kontrastuje zbyt dosadnie z moim stanem. Srebrne stringi, koronkowe szpilki, balejaże, makijaże, dresy w najlepszym kroju, zapach golonych twarzy przy użyciu kosmetyków Wars... Tam msza, tu Mundial. Tu flirt, tam stateczna rodzina na spacerze. Jakoś do tego nie pasujemy. Nie pasujemy mimo, że nie jedyni przemykamy przez Iwonicz objuczeni plecakami. Bardziej przystawaliśmy do sennych wiosek Beskidu Niskiego mijanych przez ostatnie dwa dni.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Zapach

Myślałeś kiedyś jak pachną góry?
Chodzi mi o coś, co byłoby wyzwalaczem wspomnień. Żeby, gdy to poczujesz stanęły Ci przed oczyma konkretne miejsca.
Dziwisz się? Nie potrzebnie.
Na pewno znasz takie zapachy. Może one są tylko twoje, może nie działają na nikogo innego, ale na pewno je masz. Zapach szkolnych korytarzy, perfumy jakiejś dziewczyny, stęchlizna piwnicy twoich dziadków - wszystko to może wyzwalać wspomnienia lepiej niż cokolwiek innego. Wszystko to może wywołać w głowie obrazy, emocje. Może sprawić, że przypomnisz sobie to, o czym zdążyłeś zapomnieć. Dzięki nim może nawet przypomnisz sobie jak się czułeś przed kartkówką z matematyki. Zapachy są jak film. Ba, one są lepsze niż film!


 No dobra tę kartkówkę zostawmy w spokoju. Ale wiesz już o czym mówię? To dobrze. W takim razie jak pachną góry?
Góry które znam są lesiste i mnóstwo w nich łąk. Ale zapach butwiejącego drzewa i aromat grzybni jest taki sam we wszystkich lasach. A łąki? Przecież potrafią pachnieć tak intensywnie? Gdy trawa na nich jest wysoka, między jej źdźbłami widać rodzynki kwiatów, a to wszystko rozgrzewa słońce. Z daleka wszystko to wygląda sielsko. A z bliska? Z bliska może być ciężko. A właściwie to duszno jak w saunie. Ale czy to jakieś wyjątkowe? Jakieś szczególnie górskie? Sam nie wiem. Pewno nie. Na mnie to nie działa. Czemu? Bo tak samo jest na nadrzecznej łące w mieście upalnym latem.


A może beskidzkie szutry mają coś w sobie. Gdy je przemierzasz kilometrami. Gdy skóra twoich opuchniętych i oblepionych kurzem dłoni zaczyna pękać. Gdy podeszwy stóp czujesz boleśnie przy każdym kroku. Gdy nie chcesz się zatrzymać dlatego, że bąble przestały wreszcie boleć. A Ty wiesz, że gdy tylko przystaniesz wszystko zacznie się od nowa i trzeba będzie sporo czasu, aby zapomnieć znów o tych przeklętych bąblach. To może wtedy coś się dzieje szczególnego? Może tam jest ten zapach? Ale jak pachnie szuter? No właśnie. Klapa! Nie wiem!
Chyba jest jednak coś takiego! Czasem gdy wyjdę wieczorem późną jesienią. Gdy stanę przed domem, wtedy czuć to coś. Gdy niebo jest klarowne i wieje wiatr to niesie z sobą zapach... Czego? Zimna. Powietrze jest ostre i czuć w nim poranek w górach wczesną wiosną lub późną jesienią. Czasem to czuje wychodząc ze schroniska a czasem budząc się na biwaku. Rześkie powietrze które jest tłem dla czynności obozowych lub początku wędrówki. Czasem człowiek z lubością je wdycha wsłuchując się w szum palnika, a czasem jego zapach sprawia, że marzy tylko aby rozgrzać ciało szybkim marszem. Gdy czuje ten zapach to chcę w góry. Ten zapach sprawia, że tęsknię...

piątek, 23 marca 2018

W chuj daleko czyli dwa dni w Beskidzie Sądeckim


Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Autobus z Rzeszowa, zdaniem pani z informacji, miał się zatrzymywać na tarnowskim dworcu. Tymczasem ledwo zahaczył o opłotki miasta nieopodal zjazdu z A4. Wysiadłem w okolicy, którą można by nazwać śmiało: Niewiadomogdzie. Typowa sypialnia, mnóstwo blokowisk i ani żywej duszy. Trudno się dziwić, skoro jest trzecia nad ranem. Jakimś cudem spotykam faceta skrobiącego auto i jeszcze większym cudem okazuje się, że jestem na dobrej drodze. Kawałek dalej spotykam kolejnego przechodnia i zagaduję go o drogę, tak dla pewności.
- Do dworca? Prosto w tym kierunku. Ale to panie w chuj daleko!..

sobota, 24 lutego 2018

Karkonoska ski tura czyli cztery dni na nartach backcountry


Pierwsze ustalenia zaczęliśmy rok temu. Jednak okoliczności pozwoliły dopiero teraz spotkać się i ruszyć na wspólną turę wraz z Pimem. Nasze spotkanie we Wrocławiu poprzedziła wymiana dziesiątek maili z ustaleniami. Wreszcie drugiego lutego z wrocławskiego dworca PKP ruszyliśmy do Szklarskiej Poręby, a z niej  dalej do Jakuszyc. Wiedzieliśmy, że na Grzbiecie Karkonoszy są zimowe warunki. Ale to,co widzieliśmy z okien pociągu budziło w nas wątpliwości. Nic dziwnego,bo regularna zima zaczęła się dopiero na trasie za Szklarską Porębą. Wcześniej dominowała w krajobrazie wiosna.

piątek, 26 stycznia 2018

1346 m sentymentu

Tarnica sierpień 2010
Obudziłem się przed chwilą. Mętne światło w namiocie ogłasza, że wstał już dzień. Z oddali słychać niewyraźne pomruki burzy. Ciekawe czy dzisiaj lunie, bo grzmi od wczorajszego wieczora... Dziewczyny jeszcze śpią. Mnie wybudziła niewygoda twardego posłania. Nie chce mi się nigdzie iść. Może pogoda dzisiaj zatrzyma nas i nie pozwoli ruszyć na Tarnicę? Od zniechęcenia nagle moje myśli przeskakują do wspomnień...

piątek, 29 grudnia 2017

Bacówka Bartne


To miejsce ma wielu fanów. Ale jak to bywa w życiu ilość fanów równoważy podobna ilość przeciwników. Bacówka i jej Gospodarz to duet specyficzny i nie każdemu będzie odpowiadał. Ja czuję się w ich towarzystwie dobrze. Wymyśliłem sobie nawet, że samotnie wędrując odwiedzę schronisko w Bartnem podczas wszystkich pór roku. Jak na razie udało się to wiosną i latem. A, że zima w B. Niskim wyglądała z nizin zachęcająco i w sam raz na wędrówkę, więc ruszyłem do Krempnej. Trasa jaką przeszedłem nie była zbyt oryginalna. Ale jej siłą miał być śnieg na całej połaci. Było biało, ale tak akurat. Pięknie dla oka i niezbyt wymagająco dla ciała.